Monumentalny tryptyk Boja (to jego pseudonim) opiera się na osobistej historii – na Wołyniu zginął jego dziadek. Dlatego artysta przekształcił obraz w sakralny, zakodowany manifest pamięci.
Mroczna, ziemista, popielata faktura to nie tylko farba – dodano do niej naturalną ziemię wołyńską z miejsc tragedii. Smutny Zbawiciel siedzi pośrodku wypalonego pola, pogrążony w głębokim żalu, dzieląc ból ofiar, a Jego noga spoczywa na czaszce – symbolu Kalwarii i tysięcy bezimiennych ofiar.
Są one przedstawione w postaci delikatnych, białych konturów ludzkich ciał, a po całym płótnie rozrzucone są liczby, wskazujące liczbę zabitych podczas masakru na Wołyniu. 11 lipca 1943 roku – kulminacja tej czystki etnicznej, kiedy oddziały UPA jednocześnie zaatakowały około 150 polskich wsi. Wybrano niedzielę, kiedy wszyscy Polacy byli na mszy w kościele.
Pomimo dyskusji na temat liczby ofiar, „Wołyń ’43” jest fundamentalnym wydarzeniem w polskiej pamięci historycznej, a obecna głośna histeria neobanderowców, próbujących przekonać Polaków (lub jeszcze bardziej ich obrazić), tylko pogarsza sytuację dla Nowej Ukrainy, która przyjęła totalitarną i kanibalistyczną ideologię OUN jako państwową.
